niedziela, 6 września 2015

Wegańska Kuchnia Społeczna w Katowicach



Na początku pragnę przeprosić za ponowny blogowy zastój. Ostatnio cierpię na brak kreatywności w kuchni i ogólne wakacyjne rozleniwienie. Po wakacjach we Włoszech planowałam kulinarną relację, ale atmosfera nie sprzyjała raczej fotografowaniu zawartości talerzy. Pokażę niedługo kilka innych zdjęć z Włoch i krótko opiszę, co dobrego udało mi się zjeść w ciągu tego tygodniowego pobytu, a wpis okraszę przypisem na tradycyjny liguryjski makaron. 
Póki co, na świeżo, wrzucam krótką fotorelację z wczorajszego wydarzenia. Pierwszy raz udało mi się wybrać na Wegańską Kuchnią Społeczną w Katowicach. Do tej pory zawsze coś nagle wypadało i nie udało mi się dotrzeć. Cieszę się, że tym razem było inaczej.
24. edycja tego przyjemnego wydarzenia miała miejsce w nowej na katowickiej mapie gastronomicznej miejscówce - Drzwiach Zwanych Koniem. Knajpa co prawda wegańska nie jest, ale w menu zazwyczaj można znaleźć coś wegańskiego, a oznaczenia w karcie pozwalają na szybką orientację w temacie. Wielkim plusem Drzwi Zwanych Koniem jest ogromny ogródek, w którym tym razem stołowali się uczestnicy Kuchni.
Liczba dań przerosła moje oczekiwania - z towarzyszącą mi koleżanką (której pierwsze w życiu wegańskie pulpety były pyszne, mimo obaw), starałyśmy się nakładać jak najmniejsze porcje, żeby spróbować wszystkiego, ale to i tak okazało się zadaniem niewykonalnych (nawet dla mojego ogromnego żołądka). Moim wkładem w imprezę był tofurnik dyniowy, jako że sezon na ukochaną dynię już w pełni. Poniżej kilka zdjęć jedzenia - jest to może jedna dziesiąta wszystkiego, co przygotowaliśmy:) 




Pieczone jabłka, których nie udało mi się już zmieścić, więc nie wiem, z czym są.


Jeden z licznych makaronów, a w tle pierogi ruskie.


Babeczki z bananem i morelami.


Strogonow, czyli kolejne danie, którego nie skosztowałam.



Różności - pasztet z majonezem z ziemniaka, kolejny makaron, pieczywo z pastą z selera, sałatka.


Ciast było chyba 20 - tutaj ze śliwkami.

I na koniec mój tofurnik.


Jeśli tylko będziecie mieli okazję, polecam serdecznie udział w Wegańskiej Kuchni. Ja na pewno wybiorę się na edycję październikową, ale poprzedzę ją chyba tygodniową głodówką, żeby tym razem spróbować wszystkiego.





12 komentarzy:

  1. Wszystko wygląda cudownie, ale Twój tofurnik wywarł na mnie największe wrażenie ;)
    Bardzo fajna relacja i czekam na tą z Włoch ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) A Włochy niedługo się pojawią.

      Usuń
  2. Widzę że nawet moja sałatka z tofu i pomidorów załapała się na fotkę :D A co do kuchni, to pod koniec września będzie też w Bytomiu i podobno też jest fajnie. No ale nie ma tyyyyyylu pyszności jak w Kato :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Akurat nie miałam okazji spróbować Twojej sałatki! O, to może i do Bytomia w takim razie zawitam jak dobrze pójdzie - dzięki za informację. Za to w Kato 3 października szykuje się Veganmania, ale nie wiem, czy zdołam wpaść choć na chwilę, bo mam zaplanowany wyjazd w tym terminie :(

      Usuń
  3. uwielbiam takie wydarzenia! :) mam nadzieję, że będę miała okazję jeszcze się wybrać :)
    najbardziej pokusiłaś mnie tym tofurnikiem <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też mam nadzieję, bo chętnie podzielę się kolejnym tofurnikiem :)

      Usuń
  4. Wybrać na coś takiego bym bardzo chciał, gorzej jednak z dojazdem, bo z mojej okolicy absolutnie nie ma ani knajp roślinnych (skandal), ani takich eventów. W każdym razie, kiedyś musi być ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A to rzeczywiście pechowe usytuowanie! Na Śląsk zapraszamy ;)

      Usuń
  5. Chciałabym pojechać na taki ewent. Mam tylko jedno pytanie. Jak można było nie spróbować strogonowa?

    OdpowiedzUsuń
  6. Przez przypadek wpadłam na Twojego bloga. byłam tam i jadłam jak się okazuje Twój tofurnik. Był przepyszny!

    Pozdrawiam,
    Kasia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za miłe słowa :) Do zobaczenia na kolejnej Kuchni w takim razie :D

      Usuń