Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wydarzenia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wydarzenia. Pokaż wszystkie posty

piątek, 9 października 2015

Trofie z pesto, ziemniakami i fasolką (vegan) + włoskie wakacje!




Wybierając się po raz drugi już na wakacje do Ligurii, planowałam skupić się tym razem bardziej na udokumentowaniu fotograficznym kulinarnego aspektu wyjazdu. Plany to jedno, rzeczywistość - drugie. Mimo, że codziennie zajadałam się pysznym wegańskim jedzeniem, nie w głowie mi było wyciąganie aparatu i robienie zdjęć. Nie chciałam zresztą psuć atmosfery wspólnego posiłku, który dla Włochów jest bardzo istotnym punktem dnia. Może w przyszłym roku w końcu ten brak nadrobię i zaprezentuję Wam jak wygląda włoskie wegańskie jedzenie. Dziś jedynie opis i ogólna fotorelacja z wyprawy. No i oczywiście przepis - przywieziony prosto z Italii!



Figi prosto z drzewa - dziś dla odmiany zobaczyłam w Biedronce figi w  super promocji cenie 1,2 zł za sztukę ;)


wtorek, 29 września 2015

Kolejna Wegańska Kuchnia Społeczna - tym razem w Bytomiu


Z pewnych względów, o których na razie ciii, nie mam ostatnio nowych przepisów, którymi mogłabym się z Wami podzielić. Nie znaczy to, że nie gotuję - wręcz przeciwnie. W niedzielę wybrałam się na kolejną śląską edycję Wegańskiej Kuchni Społecznej - tym razem w Bytomiu, który okazał się wcale nie tak brzydkim i strasznym miastem, jak mówią o nim plotki. Spotkanie organizowane przez Vegan Bytom Hajer miało miejsce w To Tu cafe Kanaan. Kawiarnia dzięki działalności bytomskich wegan wprowadziła do swojej oferty dość obszerne menu wegańskie. Mają przygotowaną nawet specjalną, osobną kartę z roślinnymi propozycjami. W tym miesiącu, tematem przewodnim Kuchni były smaki dzieciństwa. 


Zdjęcie grupowe - przedstawiciele Wegańskiego Ruchu Obrońców Zwierząt,
którzy opowiedzieli nam o swojej chlubnej działalności, ja z siostrą, Wegeraj,
organizatorka Kuchni i Tomek :)

niedziela, 6 września 2015

Wegańska Kuchnia Społeczna w Katowicach



Na początku pragnę przeprosić za ponowny blogowy zastój. Ostatnio cierpię na brak kreatywności w kuchni i ogólne wakacyjne rozleniwienie. Po wakacjach we Włoszech planowałam kulinarną relację, ale atmosfera nie sprzyjała raczej fotografowaniu zawartości talerzy. Pokażę niedługo kilka innych zdjęć z Włoch i krótko opiszę, co dobrego udało mi się zjeść w ciągu tego tygodniowego pobytu, a wpis okraszę przypisem na tradycyjny liguryjski makaron. 
Póki co, na świeżo, wrzucam krótką fotorelację z wczorajszego wydarzenia. Pierwszy raz udało mi się wybrać na Wegańską Kuchnią Społeczną w Katowicach. Do tej pory zawsze coś nagle wypadało i nie udało mi się dotrzeć. Cieszę się, że tym razem było inaczej.
24. edycja tego przyjemnego wydarzenia miała miejsce w nowej na katowickiej mapie gastronomicznej miejscówce - Drzwiach Zwanych Koniem. Knajpa co prawda wegańska nie jest, ale w menu zazwyczaj można znaleźć coś wegańskiego, a oznaczenia w karcie pozwalają na szybką orientację w temacie. Wielkim plusem Drzwi Zwanych Koniem jest ogromny ogródek, w którym tym razem stołowali się uczestnicy Kuchni.
Liczba dań przerosła moje oczekiwania - z towarzyszącą mi koleżanką (której pierwsze w życiu wegańskie pulpety były pyszne, mimo obaw), starałyśmy się nakładać jak najmniejsze porcje, żeby spróbować wszystkiego, ale to i tak okazało się zadaniem niewykonalnych (nawet dla mojego ogromnego żołądka). Moim wkładem w imprezę był tofurnik dyniowy, jako że sezon na ukochaną dynię już w pełni. Poniżej kilka zdjęć jedzenia - jest to może jedna dziesiąta wszystkiego, co przygotowaliśmy:) 




Pieczone jabłka, których nie udało mi się już zmieścić, więc nie wiem, z czym są.


Jeden z licznych makaronów, a w tle pierogi ruskie.


Babeczki z bananem i morelami.


Strogonow, czyli kolejne danie, którego nie skosztowałam.



Różności - pasztet z majonezem z ziemniaka, kolejny makaron, pieczywo z pastą z selera, sałatka.


Ciast było chyba 20 - tutaj ze śliwkami.

I na koniec mój tofurnik.


Jeśli tylko będziecie mieli okazję, polecam serdecznie udział w Wegańskiej Kuchni. Ja na pewno wybiorę się na edycję październikową, ale poprzedzę ją chyba tygodniową głodówką, żeby tym razem spróbować wszystkiego.